🐭 Nie Wiem Nie Znam Się

Można ująć to bardzo popularną w Polsce frazą „Nie znam się, to się wypowiem”, oraz „Nie wiem, czego nie wiem” albo „Nie wiem, że nic nie wiem”, jako swoistej opozycji do myśli Sokratesa – „Wiem, że nic nie wiem”, która to z kolei wyrażała wielką skromność i pokorę wobec ogromu wiedzy, jaką kryje wszechświat

Ja nie wiem, mam coś takiego, że się spłakać potrafię na jakieś drobne ludzkie gesty. Chłopak dzisiaj płacił za zakupy w Auchan, brakło mu 40zł, coś sobie źle policzył. No i mówi, że w takim razie odłoży to i owo. A za nim stojąca kobieta mówi - "ile? 40zł? to ja dopłacę, nie będziesz mi tutaj jedzenia odkładał". I dopłaciła. Miła sytuacja, a kasjerka i tak najdziwniej na mnie patrzyła, bo jakiś spłakany staruch stoi. Nie wiem czemu, ale rusza mnie to jak ktoś pomoże zupełnie bezinteresownie innej osobie. No z automatu mam mokre oczy. A to ogólnie dziwne, bo nie jestem rzewnym człowiekiem i w sumie nawet tam gdzie wszyscy lamentują, ja się trzymam. Ale drobne gesty, pomoc, jakieś spontaniczne zorganizowanie i ja już mam takie "ale ładnie" i oczy się pocą. Nie wiem, chyba starość wchodzi. #oswiadczeniezdupy #czujedobrzeczlowiek

Kup teraz na Allegro.pl za 32 zł - KOSZULKA NIE WIEM NIE ZNAM SIĘ ZAROBIONY JESTEM (9861054392). Allegro.pl - Radość zakupów i bezpieczeństwo dzięki Allegro Protect! Na temat pierwszej pracy w Norwegii, tego czy łatwo znaleźć tu pracę, ale także na temat czasu pracy, relacji pracowników i obowiązków pisałam w poprzednim poście, do którego przeczytania serdecznie Cię zapraszam. Dziś kolejny z serii wpisów o Norwegii dotyczący moich doświadczeń z pracy. Dziś przeczytacie o nieco innych aspektach, pracy bez pospiechu, mniejszym stresie specjalistach, ale także o tym mniej przyjemnym jakim bywa dyskryminacja, z którą można się spotkać w wielu miejscach za granicą. Bez pośpiechuPraca w Norwegii jak wspominałam w poprzednim poście nauczyła mnie cierpliwości do zbyt flegmatycznie wykonywanych zadań czy długiego oczekiwania na odpowiedź, lub nawet nielogicznego według mnie toku myślenia. Norwegowie, jak wynika z moim obserwacji, pracują bez pośpiechu, a przerwy w pracy traktowane są naprawdę poważnie. Z jednej strony doskonale to rozumiem. Ludzie szanują swój czas i pracują bez stresu, bo to tylko praca. Zarówno w mojej poprzedniej pracy jak i obecnej spotkałam się z tym, że pracownik najzwyczajniej na świecie ma prawo powiedzieć "zrobię to jutro, bo dziś już nie zdążę" czy "teraz nie mogę tego zrobić, bo wykonuję inne zadanie" i nikt nie będzie miał o to pretensji. Zwykle przytaknie lub poprosi Cię grzecznie o nadanie priorytetu danej sprawie, ale bez wprowadzania niepotrzebnie nerwowej atmosfery. To daje pewien komfort psychiczny. Niestety to ma też swoje słabe strony i moim zdaniem czasami wcale nie pomaga we współpracy z innymi. Zdarza się, że potrzebujecie odpowiedzi na maila "na wczoraj" lub czyjeś niewykonane zadanie nie pozwala Wam ruszyć z pracą dalej, a jedyne co pozostaje to uzbroić się w cierpliwość. Oczywiście jak w każdej pracy bywają sytuacje stresujące, wymagające pośpiechu. Wszystko to zależy od specyfikacji i charakteru pracy, stanowiska i wielu innych czynników, na które czasem nie mamy wpływu. Jednak jak wspomniałam, moje spostrzeżenia opierają się na moich własnych bez pośpiechu chyba najczęściej widoczna jest w urzędach, chyba podobnie jak w Polsce, kiedy na odpowiedź czekamy i czekamy, a i ona często bywa niekompletna lub niedająca konkretnych informacji. To naprawdę potrafi wkurzać. Nie wiem, nie znam sięSpecjaliści są tu specjalistami, zwykle w wąskiej dziedzinie. Z jednej strony ma to pozytywne aspekty, bo specjaliści mają tu pracę, są cenieni i nikt inny nie wykonuje pracy, która przeznaczona jest dla nich. Ale z drugiej strony, w odniesieniu do prac biurowych, to czasem podchodzi pod kiepski żart. Na początku byłam zaskoczona kiedy poprosiłam koleżankę o zmianę ceny produktu w systemie, z którego korzystamy na co dzień i usłyszałam odpowiedź: "nie zrobię tego, bo nie wiem jak", nawet bez podjęcia próby wykonania prostej (jak mi się wydaje) czynności. Jestem osobą, która najpierw sprawdza jak jest, a potem mówi, że czegoś nie wie, ale tu jest mam wrażenie odwrotnie. Dziś stało się to dla mnie normalne, że "nie wiem" oznacza "nie wiem i nie zrobię", a czasami też "nie chce mi się". Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze kilka, jednak najbardziej jednak rozbroiła mnie sytuacja kiedy usłyszałam jak ktoś dyskutował mówiąc "nie zrobię cennika i listy w Excelu, bo korzystam z Mac'a i nie umiem na Windowsie". Sama korzystam z MacBooka, a w pracy z systemu Windows i zawsze myślałam, że tabelka to tabelka, ale może się mylę. Zimny jak lód?Przyznaję, że z "obojętnie nastawionymi" do ludzi Norwegami spotkałam się w większości pracując jako stylistka paznokci. Klientki rzadko były chętne na zwykłą rozmowę, i nie mówię tu o przypadkach kogoś kto był zmęczony, przyszedł się odprężyć czy po prostu nie miał ochoty na pogaduchy. Ale o większości klientek, która nawet nie zadawała pytań z czystej ciekawości, a jedynie przyszła na usługę i cały czas wodziła wzrokiem za moimi dłońmi, mówiąc jedynie dzień dobry i do widzenia. Klientki niechętnie rozmawiały na zwykłe tematy (choć nie wszystkie), ale już na pewno nie o sobie czy swoich zajęciach. Podobne wrażenie odnoszę co do relacji między pracownikami. Mam wrażenie, że rzadko spotyka się tu głębsze relacje jak przyjaźń, w stosunku do osób z pracy. W Polsce oprócz spotkań firmowych, wychodziło się z dziewczynami po pracy, gadało na różne tematy, a tu czegoś takiego nie ma. Czasami najzwyklejsze tematy, te na stopie koleżeńskiej, są po prostu nieporuszane. Tak dla zobrazowania co mam na myśli, ja do dziś nie wiem czy kobieta, z którą siedzę w jednym pokoju przez 8 godzin dziennie ma na przykład w ogóle męża, haha serio. Z jednej strony taki styl życia i bycia może komuś odpowiadać, bo nie trzeba się ze wszystkimi przyjaźnić aby pozostawać w dobrych koleżeńskich relacjach. Jednak z drugiej strony komuś przyzwyczajonemu do nawiązywania bliższych relacji ze współpracownikami, mówię tu o przyjaźni na przykład, może wydawać się to dziwne. Dyskryminacja i ludzie gorszego sortu?Niestety są też negatywne strony pracy za granicą i nie dotyczy to jedynie Norwegii jak sądzę. Mowa tu o dyskryminacji ze względu na pochodzenie czy znajomość języka, która niejednokrotnie się pojawia. Dyskryminacja pojawia się niestety w różnych formach - albo słownej, albo w postaci zaniżonych zarobków, a czasami po prostu odczuwa się ją w danej sytuacji czy rozmowie, po zachowaniu drugiej osoby. Zdarzyło mi się, pracując w salonie paznokci, że klientka, która przyszła na usługę była niezwykle uprzejma i miła dopóki nie zapytała skąd pochodzę... wówczas jakby z automatu stawała opryskliwa, a czasami nawet chamska. Na szczęście, kilkukrotnie miałam okazję odmówić usługi takiej osobie i z resztą nie byłam jedyną postawioną w takiej sytuacji. Doskonale także pamiętam klientkę, która podczas przygotowania do usługi zapytała mnie skąd jestem, a w odpowiedzi na nazwę kraju usłyszałam "to pani pewnie nie ma żadnej szkoły tylko te paznokcie"... i nigdy nie zapomnę tej zgaszonej miny kobiety, która reaguje na to, że jestem magistrem inżynierem, z doświadczeniem jako asystent dydaktyczny w szkole wyższej, a paznokcie wykonuję bo po prostu to lubię robić i to moje hobby. No cóż, tacy ludzie i takie sytuacje się niestety zdarzają, a Polacy często "wrzucani są do jednego worka". Trzeba być gruboskórnym i nie przejmować się takimi rzeczami, a przede wszystkim znać swoją wartość. Jeśli nic Cię nie zniechęciło, zamierzasz wyjechać i chcesz wiedzieć jak przygotować się do wyjazdu do Norwegii, co załatwić jeszcze w Polsce i co ze sobą zabrać, zapoznaj się z moim wpisem na ten temat, bo czasem warto mieć chociaż część gotowego planu :) Daj też znać jakie masz doświadczenia w pracy za granicą. A może, któreż z tych podobnych spostrzeżeń masz w stosunku do pracy w kraju? Chętnie poznam Twoją opinię. Pozdrawiam, PRZECZYTAJ TAKŻE:

Tutaj też wiem kolejny raz Nie mam szans być kim chcę ref. I nawet kiedy będę sam Nie zmienię się, to nie mój świat Przede mną droga którą znam, Którą ja wybrałem sam Noc, a nocą gdy nie śpię Wychodzę choć nie chcę spojrzeć na Chemiczny świat, pachnący szarością Z papieru miłością, gdzie ty i ja I jeszcze ktoś, nie

Ostatnio od tej nauki czuje sie jakbym miala spieczony mozg juz :D Pierwsze z ostatnich trzech wypracowan skonczone. Zaczynam drugie z biznesu, termin na to jest na 7 Czerwca, 13 Czerwca wypracowanie/egzamin z ksiegowosci. Mam nadzieje ze w ten weekend skoncze drugie. To bede miala sporo czasu na spokojnie sie uczyc na to z kiegowosci. Dziwny bedzie ten egzamin, o polnocy z 12 na 13 dostajemy dostep do pytan i mamy 24 godziny. Nie wiem jak mi to wyjdzie ale mam w planach w Niedziele,12, przespac sie dobrze w dzien i po polnocy usiasc, nawet jak do rana skoncze to moge caly dzien odespac a bede miala z glowy. Zawsze sie boje ze system sie zawiesi bo za duzo osob na raz bedzie chciala dodac swoje prace a tak to w razie w bede miala sporo czasu. Z pracy wzielam wolne, maz wspominal zebysmy moze na biad poszli jak juz dodam prace. To bedzie koniec pierwszego roku studiow juz :D 19 Lipca beda wyniki a 29 jedziemy do Irlandii na urlop :D Juz sie nie moge doczekac u rodzicow bylam ostatni raz w Pazdzierniku 2019 na pol dnia jak wracalismy z Polski z pogrzebu dziadka, a tak normalnie to Lipiec 2019. Od tamtej pory przeszlam cala ciaze, i mala ma juz poltora roku. Czas tak popierdziela ze czasami zapominam jak sie nazywam. :O
"1. O tobie piszę dziś kolejny raz Chociaż cię nie znam widzę twoją twarz. Biegniesz ulicą rozpędzony gdzieś. A może właśnie teraz szukasz mnie? Ref. A ja dobrze wiem, Że czas pędzi, nic się nie powtórzy. Może"
Choroba niepłodności jest społecznie wstydliwa, choć gdy o niej rozmawiamy, jesteśmy pełni empatii i zrozumienia. Współczujemy parom, które nie mogą zajść w ciążę, choć nadal nie wiemy, co jest przyczyną tych trudności. Niewiedza rodzi domysły. Niewiedza tworzy bariery. Narine Szostak jest twórczynią kampanii społecznej #JestemN97 mającej na celu wsparcie procesu wyjścia z tabu niepłodności. Monika Pryśko: Co oznaczają dwa hasztagi, które są swoistym hasłem Twojej kampanii społecznej #JestemN97? Narine Szostak: One są bardzo wymowne, choć na pierwszy rzut oka mogą nic nie mówić. N46 i N97 to są medyczne oznaczenia choroby niepłodności żeńskiej i męskiej w międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10. Skąd te cyferki? Tych cyferek jest bardzo dużo, bo każda przypadłość i każdy symptom wymaga innej klasyfikacji, natomiast ja się skupiłam na tych dwóch głównych, które niepłodność określają w sposób bardzo dobitny, które mówią jedno — chodzi o chorobę niepłodności. Jak myślisz, to jest taki temat, że nie możemy znaleźć słów, dlatego musimy posiłkować się cyferkami? Zastanawiałam się, w jaki sposób stworzyć język mówienia o niepłodności, niekoniecznie używając tego słowa. Bo to słowo jest trudne, szczególnie emocjonalnie. I często nie chce przejść przez gardło tym, którzy przez lata starają się o dziecko. Wydaje mi się, że to jest trudne, ponieważ jak już nazwiesz tę niepłodność, to ta niepłodność staje się faktem niezaprzeczalnym, a póki nie wyrazisz tego wprost, to jeszcze możesz mieć nadzieję, że to chwilowe, że to przejdzie. Stąd też te hasztagi. To jest nazwa choroby, której nie musimy wprost nazywać niepłodnością. Możemy o tym mówić, nie używając tego słowa, które wielu z nas nie przechodzi przez gardło. Kiedy niepłodność została nazwana chorobą? Mam wrażenie, nie używało się słowa choroba w kontekście niepłodności. O trudnościach w zajściu w ciążę mówiło się, jakby to zależało do losu. Dokładnie, niepłodność to był los, kara boska, karma… Tylko zastanawia mnie, dlaczego w ten sposób nie mówimy o innych chorobach? Nikt nie mówi, że choroba nowotworowa to los czy kara boska. Mówi się: masz raka płuc, doigrałeś się, trzeba było tyle nie palić. Znamy przyczynę, przy niepłodności często nie. Regularnie przecież się słyszy: „Bóg obdarzył ich dziećmi”, co czasem brzmi, jakby był z góry ustalony przydział na dzieci, co nie ma żadnego związku z ciałem, fizycznością i procesami zachodzącymi w ciele, tylko z decyzją istoty ponad nami. To jest poza ludzką decyzyjnością. Czy to los za mnie zdecydował? Spójrzmy na to inaczej. Mam 13 lat i dostaję ataku bólu spowodowanego wyrostkiem robaczkowym. Trafiam do szpitala, gdzie mam operację. Po kilku latach mam kłopoty z miesiączkami, jestem młodą kobietą i nie mam pojęcia, co się dzieje w moim organizmie. Natomiast okazuje się, że taki wyrostek robaczkowy, taka rutynowa operacja potrafi wiele zniszczyć w organizmie kobiety. Patrząc na to pod kątem losu, to nie jest to los, a sekwencja wydarzeń, których my ze sobą nie wiążemy. To trudne, bo gdy nie pragniesz niczego więcej poza dzieckiem, nie jesteś psychicznie w stanie wtedy tych kropek połączyć. Czasami tak zwyczajnie po ludzku łatwiej jest przetrwać w tej chorobie myśląc, że to los zadecydował. Wtedy można wierzyć, że los się odmieni. Los jest traktowany jako nadzieja. Los trwa, a to pozwala myśleć, że jeszcze nic nie jest przesądzone. Przerzucanie odpowiedzialności na los przynosi ulgę? To mechanizm, nabyty sposób myślenia, narzucony przez społeczeństwo. Bo my społecznie postrzegamy niepłodność jako coś, co nie zależy od nas. Przez szereg lat naszego życia przechodzimy przez wiele dolegliwości, które wskazywały na to, że mogą w przyszłości zaistnieć problemy z płodnością. Ludzie narzucają nam jednak pewien sposób myślenia, sugerując, ze niepłodność to kara, często pomijają po prostu aspekt zdrowotny. Nakłada się na nas poczucie winy, że może faktycznie zasłużyłyśmy na to, że może, zamiast robić karierę, powinniśmy wcześniej postarać się o dziecko? Jesteś osobą wierzącą? Wiara w cokolwiek, w Boga, w energię, w medycynę wspiera proces leczenia niepłodności. Jestem za tym, by wspierać się wiarą i duchowością, bo ona nas tylko uspokaja. Nie ma w tym nic złego, to dobrze, jeśli mamy sposób, który pomaga nam znaleźć balans, między tym, co czujemy, chcemy i możemy. Czy spotkałaś się z takim nastawieniem, że kobiety z chorobą niepłodności są traktowane jak zgniłe jajko, z którym nie wiadomo, jak się obchodzić? Z jednej strony para walczy o rodzicielstwo, z drugiej strony bliskie im osoby zastanawiają się, czy zaprosić na pępkowe, bo może być im przykro… Medal ma dwie strony. Osoby, które bezskutecznie starają się o dziecko, nie mówią o swojej chorobie, nie otwierają się w swojej społeczności, w swoim najbliższym otoczeniu, wiec bliscy często nie wiedza, z czym się zmagają. A skoro nie wiedzą, to nie mają pojęcia, jak się zachować, by nikogo nie urazić. Bo ciężko mówić o zazdrości i tych wszystkich trudnych emocjach, których się często wstydzimy. Jest oczywiście zazdrość, i to jest naturalne. Ty jesteś w ciąży, a ja nie. Gdy ten ciążowy brzuszek wydaje się być nie do osiągnięcia, oglądanie innych kobiet, które cieszą się swoim macierzyństwem, bywa frustrujące. Natomiast osoby w naszym otoczeniu, nie wiedząc, z czym się zmagamy, nie wiedzą, jak z nami rozmawiać, a my oczekujemy, że inni będą się domyślać, jak się czujemy i czego potrzebujemy. To jest patowa sytuacja, tak się nie da. Widzę, że jest to jeden z głównych problemów par starających się o dziecko, unikanie rozmów tylko pogłębia schemat. Dlatego wkładasz kij w mrowisko? To jest mój cel, by zachęcać kobiety i mężczyzn, by ujawnili swoją chorobę. Często jest tak, że z góry zakładamy, że rodzina nas nie zrozumie, a gdy ona się dowiaduje o problemie, o tym, co się u nas i z nami dzieje, to pojawia się czułość i wsparcie. Sytuacja zaczyna wyglądać inaczej niż zakładaliśmy. I wtedy człowiek się orientuje, że ukrywał się niepotrzebnie. To ukrywanie spowodowane jest wstydem. Poczuciem, że jestem niekompletną kobietą, mężczyzną. A wiadomo, facet musi spłodzić syna, posadzić drzewo i zbudować dom. No właśnie nie musi!! Kobieta też nie musi rodzić dzieci. To, że ktoś nie może mieć dzieci z przyczyn medycznych, nie oznacza, że inni nie mogą nie chcieć mieć dzieci, mimo że mogą mieć. Dopóki my o tym nie mówimy, to wszyscy mają pretensje i pytają, czemu my nie mamy tych dzieci. A my nikomu nie mówimy dlaczego, a można by powiedzieć: nie mogę mieć dzieci, staramy się to zmienić, jeśli możesz, to mnie po prostu wspieraj, ale pytania o to tego nie przyspieszą. Czy jakaś konkretna sytuacja spowodowała, że postanowiłaś zareagować właśnie taką kampanią? Walczyłam o moją córkę 10 lat. Moja córka pojawiła się na świecie dzięki metodzie in vitro. Natomiast przez te lata przeszłam długą drogę, od lekarzy, uzdrowicieli, po zielarzy. Przerobiłam wszystko. Kobieta w desperacji sprawdza wszystkie opcje. Dziś z perspektywy czasu się z tego śmieję, ale te wszystkie próby były mi potrzebne, by dojrzeć, by zbudować gotowość na wejście w procedurę in vitro. Wiem, ze wielu osobom, tak jak i mnie, decyzja o in vitro nie przyszła z łatwością. A czemu ta droga jest tak długa? To diagnostyka trwa bardzo długo i gdy przez lata nie wiesz, co ci dolega, probujesz się dowiedzieć i nie jest to proste. Trudno jest wejść w proces in vitro nie wiedząc, co ci dolega i co spowodowało niepłodność. Dokładnie przed tym samym dylematem stałam ja. Chciałam wiedzieć, co u mnie w ciele nie działa tak, jak należy. Co jest prawdziwą przyczyną problemów z zajściem w ciążę. Nasz lekarz bardzo naciskał na in vitro, gdyż miałam niedrożne jajowody. Okazało się też, że miałam guzka na jajniku, który został zbagatelizowany. Usłyszałam, że nie ma on wpływu na podejście do in vitro. Postanowiłam zbadać na własną rękę, czy mogę udrożnić moje jajowody, choć podobno w Polsce się tego nie zaleca. Ale ja chciałam się dowiedzieć. To Ci powiedziała intuicja, przeczucie? Uczulam inne dziewczyny, by słuchały swojej intuicji, bo ona nie zawodzi. Postanowiłam sprawdzić to w Armenii, kraju mojego pochodzenia. Gdy leżałam już na stole operacyjnym, w celu udrożnienia jajowodów, okazało się, że moja operacja nie będzie trwała 30 minut, ale prawie 4 godziny. Okazało się, że są tam ogromne zrosty, stany zapalne, asymetria jajników. Guz, który w Polsce został zbagatelizowany, był wielkości małego jajka. Dziś uważam, że powodzenie procedury in vitro zawdzięczam temu lekarzowi, który zrobił mi operację, który moje narządy doprowadził do jako takiej równowagi. Dzięki temu dziś jestem mamą córki. Czy jest różnica między niepłodnością kobiecą a męską, w kontekście wstydu i akceptacji społecznej? Niepłodność w sferze psychicznej nie dostrzega płci, ona tak samo dotyka kobiety jak i mężczyzn, natomiast mam wrażenie, że w ogóle ta niepłodność męska jest jeszcze bardziej spychana na bok. Wiele wspierających komunikatów jest skierowanych tylko do kobiet. Nie słyszymy o tym, jak leczyć azoospermię, ale wiemy już więcej na temat endometriozy. Jednak kobiety są bardziej skore do dzielenia się trudnymi chwilami. Mężczyźni też się bardzo dobrze kamuflują. Natomiast gdy wejdziesz do kliniki niepłodności, to w kolejce czeka tyle samo kobiet, co mężczyzn. Statystyki mówią bardzo jasno, że 20-30% niemożności zajścia w ciążę wynika z czynnika męskiego. A do 2050 roku ten odsetek wzrośnie nawet do 50%. Dlaczego tak jest? Bo niepłodność to choroba cywilizacyjna, tak jest określana przez WHO. Na niepłodność wpływa cala masa czynników, i świadomość tego jest kluczowa, by temu przeciwdziałać. Ale by tak się stało, potrzebna jest edukacja, bo wciąż w społeczeństwie jest przekonanie, ze to kobiecie tyka zegar biologiczny, a facet może mieć dzieci zawsze. A tak nie jest. Chciałabyś to zmienić? Marzę o tym, by osoby niezależnie od płci, borykające się z niepłodnością, nie bały się mówić o swojej chorobie, bo wiem, że mówienie o niej otwarcie wspiera proces leczenia, wspiera nas psychicznie, bo nie czujemy presji, by ukrywać swoją historię. Przeczytałam w książce „Terapia przez pisanie”, że samo ukrywanie tajemnicy jest cięższe emocjonalnie niż posiadanie tejże tajemnicy. To wszystko dewastuje naszą psychikę, a przecież my musimy funkcjonować i mieć energię w sferze zawodowej, osobistej, towarzyskiej. Ile kobiet ukrywa w pracy, że właśnie przechodzi procedurę in vitro? I jak bardzo byłoby im lżej, gdyby to było jasne i nie musiałyby kombinować, kiedy zrobić sobie zastrzyk w brzuch, żeby nikt nie zobaczy. To jest ogromny stres! To wielka ulga móc śmiało powiedzieć: czasami mogę być mniej dyspozycyjna, chciałabym, byś o tym wiedział / wiedziała, potrzebuję wsparcia. Ludzie mają serce i to po właściwej stronie. Warto zrobić ten krok, bo to jest tylko dla naszego dobra. Warto jest zacząć zmianę od rozmowy, zamiast zmieniać nieprzygotowanych ludzi. Przygotowujesz ludi do zmiany? Nie da się tego zrobi inaczej. Zachęcam do opowiadania swoich historii, one będą nam służyć i będą wspierać proces zwiększenia świadomości u osób, które nie są zainteresowane osobiście, ale może znają kogoś, kto walczy o bycie rodzicem. ___ Autorka zdjęć: Patrycja Toczyńska
nie zgadzam się z tym, że krytykują inni którzy byli krytykowani. Znam przypadki zupełnie inne. moim zdaniem zależy to od charakteru. oczywiście taka osoba jest nieszczęśliwa ale to są chyba zaburzenia osobowości bo nie wierze aby normalny człowiek był w stanie dzień w dzień kogoś krytykować. fot. Adobe Stock, Mangostar Beznadzieja kompletna z tymi autobusami – czy ci w PKS-ie naprawdę myślą, że każdy ma samochód? Ponad pół dnia zajęła mi wizyta u lekarza w mieście powiatowym, odległym raptem o 25 kilometrów! Wracałam zmordowana i zmarznięta, z tego wszystkiego zapomniałam wstąpić do apteki i musiałam zawrócić prawie sprzed bloku. W aptece masa ludzi! Od razu widać, że sezon grypowy się zaczął, bo kolejka do samych drzwi. A te dziewczyny tak się grzebią! Młode, powinny być zwinne, ale nie, stoi jedna z drugą koło komputera i pyk, pyk paluszkiem, dziesięć razy by w tym czasie sprawdziła, czy dany lek jest na półce czy nie, tylko kto by im kazał niepotrzebnie dodatkowe kroki robić? Za czasów, gdy ta apteka należała do Jadwigi i jej męża, nigdy się tak nie czekało, a jeszcze można było pogadać, poradzić się. Teraz jak w dyskoncie: niby uprzejmie, a zupełnie bezosobowo. Szkoda, naprawdę szkoda, że wszystko, co było solidne i dobre, odchodzi w przeszłość… Wracałam potem do domu i myślałam, jak to się wszystko dziwnie plecie: kto by pomyślał, że magister tak szybko się zawinie na drugi świat? Zdrowo żył, uprawiał sporty i nagle masz, czerniak! Chłopa po niecałym roku już nie było. Dużo wtedy Jadwidze pomogłam, w sumie to ja ją na sprzedaż apteki namówiłam, bo było widać, że kobieta nie ma już do interesu głowy ani serca. Czy to gdzieś jest napisane, że każdy musi trwać na posterunku do ostatniego tchnienia, szczególnie, gdy go stać na to, żeby wreszcie odpocząć? – Dzień dobry, Bożenko – czyjś głos wyrwał mnie z rozmyślań, gdy już byłam pod domem. Sąsiadka stała obok ławki przed swoją klatką z gazetą w dłoni, pewnie wyskoczyła do kiosku. Ta to nic klasy nie ma, słowo daję! Kurtkę narzuciła na kuchenny fartuch i tak wyszła do ludzi, dobrze, że bez wałków na głowie, choć i to jej się czasami zdarzało. – Może byś weszła na kawę? – zaproponowała. – Jakoś rzadko się widujemy ostatnio. Wymówiłam się zmęczeniem, w końcu po takiej tułaczce człowiek ma chyba prawo się wyciągnąć na swoim łóżku. Zresztą, między Bogiem a prawdą, co ja bym miała z nią robić? Jak znam życie, znów by się skończyło na oglądaniu „Śpiewających fortepianów” albo przeglądaniu kolejnej książki z przepisami kucharskimi. Do teatru bym jej wołami nie zaciągnęła. Prawda jest okrutna: żadne z nas koleżanki. Ani wspólnych zainteresowań, ani gdzieś wyjść razem. To w ogóle dwa różne światy, nie do porównania. Ile to jednak człowiekowi wykształcenie daje. Nie tylko wiedzę, ale także ciekawość świata i ogładę. – A wiesz, Bożena – sąsiadka dogoniła mnie, gdy już otwierałam klatkę. – Zapomniałam ci powiedzieć, znów widziałam tę twoją aptekarkę z Mirkiem… Wygląda na to, że nam się tu love story szykuje. – Głupstwa opowiadasz – nie wytrzymałam wreszcie. – Wstydziłabyś się tak ploty roznosić! Co za prymitywna, niemądra kobieta! Love story! Po pierwsze, Jadwiga jest w żałobie, aż czasem nerwy człowieka biorą, że tak wciąż swojego Tadeusza wspomina, w końcu chłop jak chłop, nie żaden ósmy cud świata… A po drugie, kto jak kto, ale taka inteligentna osoba od pierwszego rzutu oka by się na Mirku poznała: babiarz, mitoman i nic dobrego! Na podobne plewy tylko ja się mogłam wziąć i to dawno temu, gdy byłam jeszcze młoda i głupia. A i on miał 19 lat i wyglądał jak młody bóg, a nie ponad 50 i początki łysiny! Leżałam potem na kanapie, popijając herbatę i, chcąc nie chcąc, całe to niemiłe zdarzenie z przeszłości, znów stanęło mi przed oczami. Szkolna dyskoteka, tańczące pary i ja pod ścianą Patrząca jak chłopak, który mnie zaprosił, obejmuje inną. W końcu wyszłam – jak długo można dać się upokarzać? W poniedziałek przyszedł do mnie, jak przez dwa ostatnie tygodnie, na korki z matematyki. Nie mogłam na niego patrzeć i zapytałam w końcu, jak mógł mi to zrobić. A ten się pyta, wcielone niewiniątko, co „zrobić”? O co mi chodzi właściwie? Najpierw zaprasza, potem zostawia w kącie i jeszcze udaje, że nic nie wie! – Ja cię zapraszałem? – pamiętam jak dziś te wytrzeszczone w zdziwieniu oczy. – Przecież wstęp był wolny. Tylko pytałem, czy się wybierasz. Nieprawdopodobna bezczelność, naprawdę. To ja się poświęcam po cztery popołudnia w tygodniu, żeby wbić coś w ten tępy łeb przed maturą i uważam za naturalne, że facet zabiera mnie na tę zabawę, a on w oczy mi mówi, że do niczego się nie poczuwał! – Przecież moi starzy ci płacą za korepetycje, Bożena – dodał, jakby to wszystko wyjaśniało. – Owszem chcieli płacić, ale odmówiłam – sprostowałam. A ten wziął swoje rzeczy i po prostu wyszedł! Ani dziękuję, ani przepraszam, nic. Niby z porządnej, lekarskiej rodziny, a burak i cham. Maturę cudem zdał, za pomoc nawet nie podziękował. A ja już nigdy nie odzyskałam zaufania do facetów Nie mam żadnych wątpliwości, że to przez Mirka sypały się moje związki, bo nic, tylko czekałam, kiedy kolejny adorator zrobi mnie w trąbę i wystawi na pośmiewisko. Jedyne, co mnie pocieszało, to fakt, że i Mieleckiemu się specjalnie nie układało. Kiedy żona go zostawiła dla jakiegoś piłkarza z Warszawy, całe miasteczko huczało od plotek! W końcu zniknął, wyjechał za granicę i był spokój aż do śmierci jego rodziców. Widocznie i w obcych krajach mu nie szło, skoro wrócił i zamieszkał w dawnym domu. Jak znam życie, teraz Mielecki kiepsko przędzie i całkiem prawdopodobne, że szuka ustawionej finansowo kobiety, żeby się jej uczepić i płynąć przez życie bez większych wysiłków. „Jadwiga to jednak inteligentna babka i na mur-beton szybko gagatka przejrzy i odeśle, skąd przyszedł – myślałam mściwie. – Z pewnością stać ją na coś lepszego niż wybrakowany towar z odzysku!”. Jakieś dwa tygodnie później straciłam jednak tę pewność, bo idąc do biblioteki, natknęłam się na nich oboje. Stali razem w domu kultury, rozdyskutowani, przed obrazami miejscowej artystki. Jadwiga tylko pomachała mi ręką, nawet nie podeszła, żeby zapytać, jak się czuję ani nic. Dziwne. Czy to możliwe, że dała się omotać takiemu typkowi? Przecież on ją wykorzysta i porzuci! Postanowiłam, że muszę się z nią spotkać sam na sam i wybadać sprawę, a jeśli zajdzie konieczność, interweniować. Lubiłam i ceniłam tę kobietę Niecałe dwa lata temu owdowiała i z całą pewnością nie zasługiwała na to, żeby ktoś ją upokarzał tak jak mnie kiedyś. W piątek zadzwoniłam, żeby zapytać, czy nie wybiera się czasem na koncert pianistyczny do Szkoły Muzycznej, ale powiedziała, że jest przeziębiona i raczej zostanie w łóżku. Dopiero potem zaskoczyłam, że jako przyjaciółka powinnam zaoferować jej pomoc: przecież mieszka w tym wielkim domu całkiem sama i prawdopodobnie nawet głupiej szklanki wody nie ma jej kto podać! Nazajutrz upiekłam szarlotkę, przyniosłam z piwnicy dwie butelki soku malinowego i wybrałam się w odwiedziny. Jadwiga nie wyglądała na specjalnie chorą, twierdziła zresztą, że jej się poprawiło po lekach. Wydawała się jakaś taka… Trudno to określić dokładnie, w każdym razie odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że mnie zbywa. – Czy on ci o mnie mówił? Mirek? – strzeliłam wreszcie i chyba trafiłam, bo się zaczerwieniła. Bąknęła coś, że skąd, wcale, dopiero co się poznali. Akurat! Z tego, co mówiła sąsiadka, wynika, że ich znajomość ciągnęła się już dobre dwa miesiące, to szmat czasu! – To teraz ja ci coś powiem, z dobrego serca – pociągnęłam koleżankę na fotel i usiadłam naprzeciwko niej. Nie było łatwo podzielić się tą historią, wiązała się przecież z takimi przykrościami! Ale jeśli się kogoś lubi i ceni, trzeba się poświęcać dla jego dobra. Prawdziwych przyjaciół poznajemy przecież w biedzie! – Doceniam, że mi opowiedziałaś swoją historię, Bożenko, choć naprawdę nie wiem, po co. Jestem dorosła i wiem, co robię. – Jak to: po co? – załamałam ręce. – Chciałam cię ostrzec, przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami! – Nie przesadzajmy – położyła mi dłoń na ramieniu. – Koleżankami. Jesteśmy koleżankami. Zrobiło mi się przykro. Wzięłam płaszcz, torbę i wybiegłam na ulicę. Czy zawsze muszę angażować się w związki z ludźmi, którzy nie poczuwają się do żadnej lojalności i bagatelizują wszystkie zobowiązania?! Potem stanęłam, żeby ochłonąć. Emocje opadły, niepotrzebnie tak się uniosłam… Ludzie różne rzeczy mówią, gdy ktoś próbuje zerwać im różowe okulary. Ale czy to powód, żeby zostawiać ich na pastwę losu? Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Przez ponad 30 lat żyłem z wiedzą, że taka rozmowa się odbyła. Żyłem z tym jako obciążeniem. Zgłoszenie się nie było łatwe. Rozważałem to, ale nie wiedziałem, do kogo się zgłosić. Teraz to zrobiłem, bo było mi ciężko. To moja decyzja, nikt nie wpływał na moje zeznania.
Poduszka z nadrukiem - Ja nic nie wiem ja tu tylko sprzątam Jest to super pomysł na prezent dla bliskiej osoby. Spodoba się dzieciom jak i dorosłym. Nadruk z ulubionym motywem, hasłem lub imieniem zachwyci nie jedną osobę. O produkciePoduszka z nadrukiem o rozmiarze 38 x 38 cm składa się z miękkiej i przyjemnej w dotyku poszewki z mikrofibry pościelowej oraz wkładu wykonanego z kulki silikonowej. Wypełnienie ładnie się układa i długo utrzymuje swój kształt. Mikrofibra posiada certyfikat jakości tkaniny Oeko-Tex 100. Dzięki wygodnemu zamkowi błyskawicznemu z łatwością wyciągniesz wypełnienie poduszki na czas prania. Sposób wykonaniaNadruk wykonywany jest bardzo trwałą metodą - termo nadruku, która polega na wgrzewaniu grafiki w przedmiot pod wpływem wysokiej temperatury oraz nacisku. Powierzchnia nadruku to 28 x 28 cm, nadruk wykonywany jest z dwóch stron poduszki. Jak personalizować?Wypełnij przygotowane pole wymaganymi informacjami i gotowe. Pomysł na...Poduszka z nadrukiem to idealny prezent na urodziny, święta, walentynki itp. Personalizowana poduszka może być również ozdobą domu. Będzie ciekawym elementem wystroju wnętrza. Przed dokonaniem płatności nie zapomnij sprawdzić czy wszystko się zgadza w zamówieniu. Kubełek Nie Wiem Nie Znam Się .. Niespodziewajka - indywidualne prezenty od serca - stwórz własny prezent, koszulka z napisem, kubek ze zdjęciem, torby z nadrukami, odbierz w Warszawie Kategorie Komputery (2,607) PC (1,869) Laptopy (583) Netbooki (7) Ultrabooki (9) Podzespoły PC (5,326) Peryferia (759) Urządzenia mobilne (445) Sieć i internet (489) Foto, audio, wideo (479) Gry (494) Konsole do gier (65) Oprogramowanie (605) Inne (725) wizyt: 2,214 Witam. Jak w tytule potrzebuję porady, bo nie znam się za bardzo na komputerach. Chcę kupić kompa do gier a głównie do 'wieśka' 2 GTA IV i tym podobnych gier. I tu mam problem nie wiem jak wybrać podzespoły. Czym się różni AMD ATHLON II 840 4x3,2 GHZ, od AMD PHENOM II 955 4x3,2 GHZ, czy może lepszy będzie jakiś inter core quad, jak oceniać procesory? Który byłby lepszy do wiedzmina 2 i gier na jemu podobnych wymaganiach. Czy dwurdzeniowy 2x2,6 wystarczy czy raczej trzeba się za quadem oglądać do tych gier? Jak wybrać też karte graficzną? Ważniejsze jest ilość pamięci MB czy szerokość magistrali pamięci bit, co jest ważniejsze w grach, na co mam zwracać uwagę? Będę wdzięczny za jakiekolwiek porady. 20 maja 2011 w PC przez użytkownika Poziom 5 (2,830) 28 odpowiedzi Pierwsza porada: dużo czytać. Tu i na innych portalach jest mnóstwo użytecznej informacji. Athlon II 840 różni się od Phenoma II 955 dwiema rzeczami: * Phenom ma pamięć cache trzeciego poziomu (6 MB), dzięki czemu wiele programów działa szybciej, bo rzadziej muszą czekać na dostarczenie danych z głównej pamięci, która jest powolna. W szczególności szybciej działają gry, bo im słabiej zoptymalizowany program, tym większy zysk z L3. * Phenom II istnieje w wersji z odblokowanym mnożnikiem (Black Edition), i można go wtedy bajecznie łatwo podkręcić (do GHz, a czasem wyżej zależnie od chłodzenia), bez zgadywania co w danych warunkach jest przyczyną niestabilności, jeśli się przesadzi. 4-rdzeniowy Phenom II ostatnio kosztuje poniżej 400zł, przyzwoite płyty są do dostania za 200-300zł i za tą cenę nic lepszego nie dostaniesz do komputera do gier. Dwu- lub trzyrdzeniowy Athlon jest OK, jeśli masz ograniczony budżet, albo nie potrzebujesz dużej mocy obliczeniowej. Intel i5 i i7 mogą dać ci lepszą wydajność w grach (i nie tylko), ale za odpowiednio wyższą cenę - orientacyjnie proc + płyta to 1000-1500zł (można i drożej). Kart graficznych, które by miały za mało pamięci w stosunku do ich możliwości ciężko znaleźć. Szyna jest bardzo ważna - wąska szyna oznacza, że procesor graficzny się będzie nudził. Testy kart (niekoniecznie pod Wieśniem II, bo to za świeża gra) i zestawienie najopłacalniejszych kart w różnych cenach znajdziesz tu, na benchmarku. odpowiedź 20 maja 2011 przez użytkownika Irrlicht Poziom 7 (14,720) budżet narazie około 400 zł po maturach drugie tyle uzbieream tzn zarobie, czyli budzet około 800-1000 zł, jeśli się da to mniej. Początkowo planowałem około 600 zł, ale jestem fanem fantasy (nawet taki temat miałem na maturze ustnej ) i po wymaganiach wieśka 2 widzę, że chyba trzeba będzie wydać więcej. Na początku zastanawiałem się nad Intel Dual Core E3400 GHZ, płyta ASUS P5G41C-M LX, 2 GB RAM (370zł)i karta oddzielnie np. GF9600 GT (tak mi doradzono), jak myślicie? Bo znalazłem też taki zestaw: płyta ASUS M4N68T-M LE, AMD PHENOM II 955 4x3,2 GHZ, DDR3 4GB 1333mhz,(650zł)i do tego kartę oddzielnie trzeba kupić. I czy karta z np szyna 512 bit i pamięcią 512 MB będzie dobra? czy szyna 256 bit i pamięć 1024 MB będzie lepsza? odpowiedź 20 maja 2011 przez użytkownika pavopablo Poziom 5 (2,830) Do grania to trochę za biedny ten budżet. W takiej sytuacji stawiał bym na platformę, którą w przyszłości można rozwinąć, czyli AM3/AM3+. W ciągu miesiąca powinno być jasne jak to jest z kompatybilnością i co trzeba zrobić, żeby nie zamknąć sobie drogi do upgrade na Bulldozera (AM3+) i czy w ogóle warto się tym przejmować. Druga rzecz to overclocking - jest do wzięcia parę % wydajności za darmo, ale kosztem douczenia się i spędzenia czasu na testowaniu czy aby na pewno wszystko jest OK. Procesor: Athlon X3 - tani, a przy odrobinie szczęścia i zaangażowania w przetestowanie stabilności odblokujesz do X4. Jak będzie za drogo, to można kupić X2 (< 200zł), ale u niego nic nie odblokujesz. Jak zdobedziesz kasę, to odprzedasz i wsadzisz Phenoma II X4 BE, albo nawet i X6, jeśli będziesz potrzebował. Chłodzenie procesora: będziesz żył z BOXem. BOX od Athlona X2 przesadnie głośny nie jest, ale też X2 niewiele się grzeje. Z 4 rdzeniami już jest głośniej, albo trzeba wyłożyć przynajmniej 70zł na spartana, który też bezgłośny nie jest, chyba że się spowolni go do 1800 RPM max. Płyta: Można coś znaleźć poniżej 200zł, ale nie będzie to gigant overclockingu (przy zablokowanym mnożniku Athlona zostaje tylko szyna, czyli ledwie 10-15% w górę i może cię ograniczyć nie procesor, a wszystko inne na płycie). Pamięci: Na początek możesz kupić 2GB, drugie 2GB kiedy indziej. Na Allegro da się poniżej 50zł wyhaczyć - wiem , bo dokładałem u siebie z 4 GB do 6 niedawno. odpowiedź 20 maja 2011 przez użytkownika Irrlicht Poziom 7 (14,720) tzn zasilacz dokupię oddzielnie 500W z obudową, bo praktycznie nowe pudło będę kupował, tylko części dobiorę sam, żeby było taniej. 2 wejścia powinny starczeć dysk 500 GB i napęd i styka. Więc mówicie, że 3 rdzeniowy procesor starczy? Bo chodzi o to, żeby za pól roku nie zmieniać znów pod coś. Jeśli 4 rdzeniowy będzie o wiele lepszy to poczekam i kupię quada. i5 raczej odpada za drogie. Irrlich i JackHammer mam pytanie, bo te karty byłyby ok dla mnie, które podaliście, ale one maja po 128 bit szynę, czy ona napewno będzie wystarczająca? Gdybym mial np do wyboru między karta, która podaliście a karta z wyższą szyną o np 128 bit, ale mniejszą pamięcia 768 MB to, która lepsza, na co zwracać wiekszą uwagę? I od czego są te DDR5 w kartach, czym się będzie róznić od np DDR4? I jeśli komuś nie będzie przeszkadzało podanie to, jakie wy macie poszczególne podzespoły w swoich kompach? odpowiedź 20 maja 2011 przez użytkownika pavopablo Poziom 5 (2,830) "Zasilacz 500W z obudową" budzi niepokój, bo są 2 opcje: * Tanio (do 150zł) i ryzykownie, bo nie znasz dnia ni godziny ... Kiedyś mi zasilacz 350W spalił się razem z dyskiem w zestawie, który ciągną max ze 120W. Dane z dysku poszły w kosmos rzecz jasna. * Markowo i porządnie, ale to są kwoty rzędu 300 zł w górę, więc raczej nie Twój budżet. Moja rada: bierz tego Fortrona GHN 400W, którego JackHammer Ci poradził. Budę kup najtańszą bez zasilacza (nawet za 50zł), jeśli nie masz żadnej, albo skołuj jakąkolwiek, byle zasilacz był mocowany poziomo. Dawno temu były obudowy ATX z zasilaczem w pionie, nad gniazdem CPU, ale takie są zdecydowanie złe, chyba że zasilacz zamontujesz na zewnątrz ;-) Co do kart - w tym budżecie za dużego ruchu nie masz, grunt że szyna nie jest 64-bitowa :-) Zresztą ja nie jestem ekspertem, bo ostatnio mi integra wystarcza :-) Mój zestaw znajdziesz w moim profilu. W tym wątku: możesz się czegoś dowiedzieć o tym jak ja niedawno upgradowałem jeden komp na jeszcze cieńszym budżecie. Na tamtych klockach, w 1280x1024 Drakensang 2 i Dragon Age na ogół śmigają, choć czasem się coś trochę przycina (niestety nie ja gram, więc nie napiszę szczegółowo). W Wieśku 2 trzeba by pewnie zjechać z detalami grafiki. odpowiedź 20 maja 2011 przez użytkownika Irrlicht Poziom 7 (14,720) ... Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem. The rotation of the Earth really makes my day. #5 20 Cze 2015 10:17. Konto nie istnieje Konto nie Charakterystyka: Kubek o pojemności 330 ml i wysokości 9,5 z ceramiki porcelitowej z powłoką polimerową. Przeznaczony jest do mycia ręcznego, lecz dzięki bardzo trwałej powłoce dobrze znosi mycie w zmywarkach (zalecany wybór niskich temperatur).Autorski projekt Spod Lady. Zinterpretuj fragment z prologu dziady cz3 Mam być wolny - tak! nie wiem, skąd przyszła nowina, Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina. . Łotry zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany, Ale wtłoczą na duszę -- ja będę wygna
Kup teraz na Allegro.pl za 21,99 zł - PIĘKNY Kubek Nie wiem nie znam się NAJTANIEJ (9812851312). Allegro.pl - Radość zakupów i bezpieczeństwo dzięki Allegro Protect!
Informacje o Koszulka Nie wiem Nie znam się - i inne wzory XL - 6017796207 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2022-07-07 - cena 44,90 zł
Nie wiem, nie znam sie, nie orientuję się, zarobiony jestem! 2,117 likes · 1 talking about this. Strona poświęcona jednej z najlepszych scen w polskich komediach :) Kultowy tekst :)
Jeśli jesteś wyznawczynią świętego spokoju, manifestuj to kubkiem z odpowiednim napisem: "Nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem". Z dumą prezentujemy damską wersję śmiesznego i kultowego już kubka dla każdego obywatela-markieranta. nie wiem, nie znam się na tym-proszę się nachylić - mówił jakiś lekarz. Sofia wykonywała na ślepo polecenia. Było jej ciężko, bardzo ciężko. widziałem po niej ze nie ma siły a poród jeszcze się dobrze nie rozpoczął . przygotowali ją do porodu, tak jak to chyba powinno wyglądać . ścisnęła moją dłoń, ciagle pamietam
TURYSTA Lyrics. [Intro: Blacha 2115] Wznośmy toast całą noc, całą noc, całą noc. Dom jest daleko stąd, dwunastogodzinny lot. Dzisiaj nie znam słowa stop, dzisiaj nie znam słowa stop

Z przodu napis "Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem". informacje techniczne. Charakterystyka: Etui na dokumenty wykonane ze skóry.

Nienor: Ale tu nie o to chodzi, że nie wiem stuknęłam ją, czy coś, ale coś się porobiłao w aplikacji, no trzeba to jakoś skonfigurować, czy coś, nie wiem nie znam się, ma przyjść kolega i naprawić. Wydaje mi się, że tak pisząc będzie po prostu łatwiej. Wykaz tagów dla wyrazów bliskoznacznych wyrażenia nie wiem: wyrazy bliskoznaczne wyrażenia nie wiem, inaczej nie wiem, inne określenie wyrażenia nie wiem, synonimy wyrażenia nie wiem. Wyrażenie nie wiem posiada 4 synonimy w słowniku synonimów. Synonimy słowa nie wiem: nie mam pojęcia, nie rozumiem, nie umiem, nie znam, Nie wiem dlaczego ktoś tak demonizuje dawne czasy. Skoro nie wiemy, to zajmijmy się tylko tymi. A tylko w tych czasach liczna samobójstw wzrasta z roku na rok. No chyba że ktoś uważa że 5 lat temu nie rejestrowali. Mi się wydaje że dawnieh ludzie byli silniejsi. Problemy mogly być nawet większe ale ludzie byli twardsi. « gfXO8J.